Zwierzaki

Magia adopcji: szczęśliwe historie psów ze schroniska

Dora wyrosła na przepiękną, wesołą suczkę, która codziennie daje Paulinie dużo radości. To już prawie 5 lat ich wspólnej podróży przez życie.
Dora wyrosła na przepiękną, wesołą suczkę, która codziennie daje Paulinie dużo radości. To już prawie 5 lat ich wspólnej podróży przez życie. Paulina Błaszczak-Block

Niedawno pisaliśmy o psach i kotach, które po latach spędzonych w schronisku, doczekały się nowych domów i kochających opiekunów. Historie czworonogów można przeczytać tutaj. Na szczęście Guiness, Mickey, Nuna i Salem to nie wyjątki - mamy w Trójmieście znacznie więcej takich wybrańców.



Decydujesz, że chcesz mieć psa. Co robisz?

jadę do hodowli psów rasowych 8%
wybieram się do schroniska dla bezdomnych zwierząt 58%
szukam w fundacjach 8%
przeglądam ogłoszenia w internecie/prasie 20%
pytam znajomych - może ktoś szuka dla psa domu 6%
zakończona Łącznie głosów: 426

Ostatnie lata - najszczęśliwsze lata



Choć amstaffki Mii nie ma już na tym świecie, dzięki swojej opiekunce ostatnie lata mogła spędzić w dostatku i szczęściu.

- Od kiedy podjęłam decyzję o adopcji pieska, szukałam we wszystkich trójmiejskich schroniskach - opowiada Milena Salwadorska. - Wychodziłam na spacery z różnymi psiakami, szukałam na stronach internetowych... aż w końcu trafiłam na nią. Rosa, w domu Mia. Po przeczytaniu opisu na stronie schroniska Promyk, wiedziałam, że muszę ją poznać. Suka spędziła całe swoje życie w kojcu, rodząc kolejne mioty szczeniąt w pseudohodowli. Żadnej miłości, czułości, po prostu fabryka. Gdy się zestarzała, wsadzono ją do auta i wystawiono w okolicach schroniska. Nie wierzyłam, że w taki sposób można potraktować psa - członka rodziny, oddanego przyjaciela, wiernego do śmierci stworzenia. Łzy leciały mi strumieniem.
Milena pojechała do schroniska już następnego dnia i pokochała suczkę od pierwszego kontaktu - z wzajemnością.

Zobacz nasz wzruszający cykl "Adopcje zwierzaków"


Historia amstaffki Mii poruszyła Milenę do tego stopnia, że postanowiła poznać ją na żywo - tak zaczęła się ich wspólna, piękna historia.
Historia amstaffki Mii poruszyła Milenę do tego stopnia, że postanowiła poznać ją na żywo - tak zaczęła się ich wspólna, piękna historia. Mariola Hupert
- To była panna bardzo postawna, o jasnym umaszczeniu i kopiowanych uszach - relacjonuje. - Pomimo że nie wykazywała oznak agresji, sunia wzbudziła we mnie respekt. Była zainteresowana i bardzo przyjazna. Wtedy wiedziałam, że może być prawdziwym skarbem. Swoim wyglądem mogła spowodować, że tak długi czas nikt jej nie adoptował. Podczas pierwszego spaceru zaprowadziła mnie nad małe jeziorko w pobliżu schroniska. Nad wyraz spokojna i zrównoważona.
Wyciągnięta zza krat Mia spędziła ze swoją opiekunką jeszcze sześć szczęśliwych lat, pełnych psio-ludzkiej miłości.

- Mia była psem o niesamowitym usposobieniu - opowiada Milena Salwadorska. - Akceptowała i uwielbiała wszystkie zwierzęta. Pieski, które bały się większych od siebie, przy niej czuły się bezpiecznie i spokojnie. Była oazą spokoju. Odeszła w maju tego roku, po długiej walce z chorobą. Przez wiele miesięcy nie mogłam pozbierać się po jej odejściu.
Każdy, kto rozważa adopcję psa powinien pamiętać, aby dobrać odpowiedniego do swojego trybu życia i temperamentu. Pieski ze schroniska są niesamowicie wdzięczne za zmianę warunków życia i bezgranicznie oddane opiekunowi. I choć nie da się zmienić życia wszystkich bezdomnych piesków, można zmienić całe życie dla tego jednego, wyjątkowego, z którym będzie chemia od pierwszego kontaktu. Tego właśnie życzę każdemu.


Pełna niespodzianek... i radości



Podobnie jak ludzie, zwierzaki mają swoje osobowości, predyspozycje, upodobania i lęki. Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny, a cierpliwością można zdziałać prawdziwe cuda.

- Dla mnie wzięcie psa ze schroniska było i jest zagadką i codziennym wyzwaniem - mówi Joanna Sikora. - Summer trafiła do mnie, gdy miała około półtora roku i - jak się okazało - nieciekawą historię na koncie. Jeszcze w październiku prowadziłam rozmowy z hodowcą psów rasy border collie - chciałam mieć psa do ratownictwa, miałam już wybrany miot i szczeniaka. Jednak pewnego dnia zobaczyłam na Facebooku zdjęcie najsmutniejszego i najpiękniejszego psa na świecie. Wyglądała trochę jak border, była smutna i przerażona... i coś we mnie pękło. Jedna chwila i wiedziałam, że psiaka trzeba ratować.
Zamiast schroniskowej Summer w domu Joanny miała znaleźć się suka rasy border collie, ale serce nie sługa...
Zamiast schroniskowej Summer w domu Joanny miała znaleźć się suka rasy border collie, ale serce nie sługa... Joanna Sikora
Tak zaczęła się przygoda z piękną Summer, która pod psim uśmiechem kryła bolesną tajemnicę.

- W styczniu 2016 roku, czyli w drugim miesiącu pobytu u mnie w domu, Summer nagle okulała. Widać było, że bardzo cierpiała. Diagnoza mnie przeraziła, nawet pomimo mojego wykształcenia medycznego. Okazało się, że Summer najprawdopodobniej była skatowana - w wieku kilku miesięcy doznała wieloodłamowego złamania miednicy i zwichnięcia kości udowej, która już nie wróciła do panewki stawowej. Miednica zrosła się "byle jak", a biodro było już permanentnie "zwichnięte". Szybkie konsultacje, pomoc znajomych ze świata psich sportów... i suczka trafiła na operację do specjalisty - mówi Joana. I dodaje:

- Ze wszystkimi wyzwaniami sobie poradziliśmy, może poza skrajnym lękiem - nadal mam psa lękowego, ale już takiego, który dobrze sobie radzi nawet podczas dużych festynów. Nad wszystkim można pracować, więc i to przezwyciężymy! Mimo problemu z biodrem, Summer z powodzeniem i radością biega przy rowerze i w dogtrekkingu. Mamy za sobą udział m.in. w Kaszubskiej Poniewierce, czyli "spacerku" na 100 kilometrów. Poza tym suczka uwielbia pływać - można powiedzieć, że to dzięki niej i ja zaczęłam się tego uczyć!

Zobacz także: Rowerowy spacer z psem

Amstaff nie taki straszny



Dora miała trochę więcej szczęścia niż Mia i Summer - nie spędziła w schronisku zbyt wiele czasu. Już jako młoda suczka pojechała do swojego domu, gdzie wyrosła na wspaniałą, radosną psicę w typie amstaffa.

- Adopcja szczeniaka to niby nic wielkiego, ale zawsze wiąże się z tym jakaś zawikłana historia - opowiada Paulina Błaszczak-Block. - Trzy miesiące przed adopcją Dory złamałam nogę, więc wizytę przedadopcyjną w schronisku odbywałam w gipsie. Do tego moja mama, która mieszka ze mną i moim mężem, miała wątpliwości co do adopcji zwierzaka, który gdy dorośnie, będzie miał nacisk szczęk przekraczający dwie tony! A dzisiaj? Mama śpi z Dorą w jednym łóżku i opowiada wszystkim koleżankom, że teriery typu bull to wspaniałe psy!
Zobacz także: Spanie z psem lub kotem - pozwalać czy nie?

Dora jest z Pauliną od szczeniaka. W schronisku można znaleźć dla siebie również młodziutkiego, kilkutygodniowego czworonoga.
Dora jest z Pauliną od szczeniaka. W schronisku można znaleźć dla siebie również młodziutkiego, kilkutygodniowego czworonoga. Paulina Błaszczak-Block
Opiekunka suczki zgadza się, że adopcja psa ze schroniska była doskonałą decyzją. Uratowała z boksu prawdziwą czworonożną perełkę!

- Dora jest z nami już 5 lat i to właśnie te lata mogę uznać za najlepsze z całego mojego życia. Tyle miłości, ile potrafi okazać pies jednym merdnięciem ogona, czasami człowiek nie zdoła dostać przez całe życie - relacjonuje Paulina. I dodaje:

- Wykorzystujemy wolne chwile, by jak najwięcej czasu spędzać na dworze, bo wybiegany pies, to szczęśliwy pies. Nie brakuje nam także spotkań z innymi psimi przyjaciółmi. Od roku mamy kolejnego domownika - świnkę morską o imieniu Gwidon, w dodatku także adoptowaną. Na pytania, czy warto adoptować psa ze schroniska, zawsze odpowiem: tak! Czasem ludzie się wahają: "pies ze schroniska może mieć jakieś choroby albo problem z agresją, przecież tak mało o nim wiadomo". Owszem, ale gdy pracuje się z psem, wszystko będzie w porządku. Taki "obowiązek" czyni nas lepszymi ludźmi, otwiera nasze serca.

Opinie (73) 10 zablokowanych

  • Adoptujmy (8)

    zwierzeta nie bujmy się adopcji to jest dar dać psu- kotu że schroniska dom otoczyć opieką i być też dumnym z siebie że w tych czasach nie jesteśmy obojętni na los zwierząt i ludzi ja pomagam ludziom i zwierzętom różnica jest taka że ci pierwsi często zawodzą.

    • 65 4

    • Rafał

      Zrobiłem błąd- nie bójmy się -poprawna pisownia lub nie bój się a nie- buj się -lub- nie bujmy się. Sorry

      • 12 3

    • Widzisz

      Nawet pieski mają szczęśliwy los.

      • 9 0

    • i słuchajmy dobrego rapu!
      Elo!

      • 2 4

    • jak można promować posiadanie psów ras agresywnych? (4)

      czy bierzecie odpowiedzialność za swoje artykuły?

      • 1 31

      • Dobry artykuł,kazdy pies ma prawo do szczęścia i miłości. A więcej popie......ców agresywnych jest wśrod ludzi.

        • 24 0

      • To nie jest rasa agresywna - to ludzi zrobili z tej rasy agresywną (2)

        Amstaffy to jedne z najbardziej spokojnych i pozbawionych agresji ras. Każda rasa może być agresywna, bo to jaki jest pies zależy od jego właściciela. Ja ostatnio spotykam bardzo agresywne jorki, gryzą, ujadają rzucają się na dzieci. Jakoś nie ma w gazetach artykułów, że jork pogryzł dziecko, a ja sam byłem świadkiem jak takie małe coś na boisku pogryzło 8 latka.

        • 21 0

        • fakt, a moi sąsiedzi mają łagodnego, przyjaznego amstaffa, (1)

          zachowuje się jak radosny szczeniak wobec ludzi, a ma już 2 lata.
          Nie wiem jak będzie, ale jak dotąd, nie przejawił nawet cienia agresji.

          • 3 0

          • I tak będzie :-)

            Mam dwa amstaffy, pies jest spokojny, z lekkim dystansem do wszystkiego, cierpliwy, natomiast suczka - to jest wulkan, szaleje cały czas, a jak zobaczy inne zwierzęta ( nie tylko psy) lub dzieci zaczyna popiskiwać bo chętnie by się z nimi pobawiła. W trakcie zabawy z dziećmi jest bardzo cierpliwa, pozwala na wiele - jak dzieciaki mocno jej już dokazują zwyczajnie odchodzi. Moje psy nigdy na nikogo nawet nie warknęły. Ludzie posiadający amstaffy bardzo często się kontaktują, umawiają na spotkania, ponieważ rasy typu bull specyficznie się bawią - i jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby to amstaff był agresywny - za to inne rasy potrafią być zaczepne :-( To jest na prawdę fajna rasa, nie można się jej bać - jednakże dla ludzi którzy pierwszy raz chcą adoptować/kupić tą rasę polecam po pierwsze ( przy kupnie) sprawdzone hodowle a po drugie chodzić z psem na szkolenia ( te szkolenia nie są tylko dla psa, ale w dużej mierze dla właściciela i nie ważne czy to szczeniak czy pies po przejściach ze schroniska - warto polecam).

            • 4 0

  • Adoptowanie psa to najlepsza decyzja w moim życiu... od 10 lat jest najlepszym przyjacielem naszej rodziny... daje nam mnóstwo miłośći i radości... nie wyobrażamy sobie bez niego życia!!!

    • 68 2

  • (5)

    Przygnębiająca jest teraz ta moda na psy rasowe...a schroniska pełne....

    • 76 4

    • (1)

      Domy dziecka też

      • 4 19

      • to dzial ze zwierzetami o dzieciach pisz na dzieciecym

        • 16 1

    • A jeszcze bardziej ze w schroniskach są rasowe psy,które ktos chciał i zazwyczaj sobie nie poradził z nimi.ostatnio przeglądalam warszawskiego palucha i tam są amstafy,husky,owczarki a nawet yorka znalazłam

      • 10 0

    • ale tam tez pelno rasowych

      • 6 0

    • asia

      Niestety, ale psy rasowe również znajdują się w schroniskach ponieważ właściciele nie potrafią ocenić swoich sił na wychowanie psa np. typu amstaff...a potem trafia do schroniska. Ja pytam gdzie są związki kynologiczne, które pozwalają działać takim pseudo hodowlom skąd wzięła się Mia. Przecież są przeglądy hodowlane. Skandalem jest produkcja ras modnych i do których trzeba mieć pozwolenia jak np. Amstaff itp. Brawo dla ludzi, którzy biorą psy z adopcji i fundacji, bo wiadome jest to ze są to ludzie z wielkim sercem, a przede wszystkim świadomi wyboru.

      • 2 0

  • BUŁA z dodanego zdjęcia... (2)

    3 razy oddana do schronu...kiedy ją zabieraliśmy z Promyka miała około 7 lat...ale wiemy ,że ma więcej bo zwiedziła jeszcze schronisko w Sopocie...kilka lat..w schronach...teraz już na zawsze nasza z bezpieczną starością w miłości,cieple i bezpieczeństwie...oddaje swoją miłość maksymalnie...sama słodycz i dobro...wszyscy ją uwielbiają i nie ma spaceru bez pozytywnych spojrzeń lub komentarzy jaka śliczna sunia...i to kolejna amstafica...przypadek?nie sądzę...to cudowna rasa ale wszystko zalerzy od wychowania i właścieli...ktoś ograniczony nawet z Yorka zrobi krwiożercza bestię choć zapewne jednrazowego użytku...jedyna wada:):):) wycieki spod uszczelki kiedy jemy coś dobrego a Buła chce ocenić smak naszych dań:)bułka na zawsze z nami:)

    • 59 0

    • Super!

      • 8 0

    • Serdecznie Was pozdrawiam!

      Życzę dużo sił i wytrwałości !
      Jestem z Wami,

      właścicielka ( z mężem) starego psa ze schroniska.

      • 8 0

  • (2)

    U nas niema schronisk psy sie nie mecza za to ludzie zadowoleni

    • 1 33

    • miałam kotkę Ziute

      kochana była, i lepsza od nie jednego dzieciaka

      • 0 2

    • wiejski głupek

      • 1 1

  • Adoptuje się ludzi a nie zwierzęta! (9)

    Współcześnie w polskim prawie adopcja występuje pod nazwą przysposobienie i rozumiana jest jako prawne uznanie obcego biologicznie dziecka za własne. Proces adopcji regulują przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (art. 114-127). Pomocnicze przepisy znajdują się w ustawie z 9 czerwca 2011 o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (Dz.U. z 2018 r. poz. 998).

    Głównym i nadrzędnym celem adopcji jest dobro dziecka. Adoptować można jedynie osobę małoletnią, czyli osobę, która nie ukończyła jeszcze 18. roku życia i nie wstąpiła w związek małżeński. Jeśli dziecko ukończyło 13 lat, wymagana jest jego zgoda do orzeczenia adopcji, chyba że nie jest do tego zdolne albo traktuje przysposabiających jako swoich rodziców. Rodzice, o ile nie są nieznani i nie pozbawiono ich władzy rodzicielskiej, także muszą wyrazić zgodę na adopcję. Nie jest to możliwe, jeśli dziecko nie ukończyło jeszcze 6 tygodni.

    • 4 96

    • (3)

      pierdu pierdu...masz kompleksy chciałaś zaistnieć?

      • 26 1

      • Nie pierdu pierdu... lewaku (2)

        Również nie nadaje się imion ludzkich zwierzętom

        • 1 27

        • Nie nadaje się ludzkich zwierząt, bo? (1)

          Tak mówi kościół?

          • 21 2

          • U mnie w domu od kiedy pamiętam wszystkie zwierzaki miały "ludzkie" imiona, jedynym wyjątkiem jest nasz pies któremu imię "zwierzęce" nadali pracownicy schroniska, a ponieważ jest krótkie i spodobało nam się to je zostawiliśmy.

            • 1 0

    • ZIUTA

      Ale ty masz beret zryty- uśmiałam się aż mi się zmarszczki na d*pie porobiły.

      • 22 1

    • A ja mam owczarka sukę i ma na imię Ziuta.

      • 19 1

    • Brałaś leki?

      • 10 2

    • Polemizujesz o właściwe słowo, co nie ma tu znaczenia, np. mówi się, że zwierzęta umierają- w wielu językach (sprawdzałam),

      a skoro w kodeksie rodzinnym nie ma słowa "adopcja" w odniesieniu do ludzi,
      a jest "przysposobienie", to tym bardziej nie ma o co kruszyć kopii.

      Nie o słowa się tu rozchodzi, a o miłość i szacunek do "naszych braci mniejszych".

      • 17 0

    • Bez tytułu

      Nie wiesz, że ludzie to też zwierzęta? Biologii nie miałaś?

      • 1 0

  • Gwidon... o matko.

    • 4 5

  • A Ciapkowo w Gdyni ????? (2)

    No bez jaj!!!
    Podane pod artykułem schroniska z Sopotu i Gdańska , a w Gdyni niech psy zdychają za kratami ?
    Gratulacje dla autorki artykułu, naprawdę świetna robota!!!

    • 29 4

    • Będzie pewnie i artykuł o Ciapkowie,

      • 4 1

    • matko, nie dogodzisz :/

      przecież piszą co rusz o każdym schronisku, raz o jednym, raz o drugim, raz o trzecim, a przy okazji wspominają też o fundacjach i organizacjach, które dbają o los zwierząt...

      • 5 1

  • Dora

    Kuzynka przytul Dore

    • 4 0

  • smutne ale rozsądek górą (3)

    Mam swoje lata i cale życie miałem zwierzaki ale ostatnie przejścia z wetrynarzami mówią mi nie to są naciągacze i kłamcy bazujący na miłości do zwierzaka . Ciągną z ludzi straszne pieniądze mimo że nie da się nic zrobić . Psy powinni mieć ludzie odpowiedzialni z oszczędnościami

    • 15 7

    • Nie wszyscy weterynarze sa tacy, u mnie zdarzyło się nawet, że nic nie wziął za wizytę, gdy dowiedział sie, że wzięłam starego

      psa.
      Owszem, decydując się na to, liczyłam się z wydatkami, ale są też fundacje, które pomagają"rodzicom adopcyjnym".

      • 5 1

    • Nie zgadzam się, mam dwóch weterynarzy, którzy jeszcze na nic mnie nie naciągneli

      Może dla tego, że mieszkam poza Gdańskiem i troszkę w mniejszym stopniu weterynarze tutaj to karierowicze. Polecam panią weterynarz w Żukowie i weterynarza w Kartuzach

      • 3 0

    • dwa oblicza

      to jest jak z ludzmi ciagna lekarze ksiadz ale sa tez tacy co maja dar i serce niosac pomoc

      • 5 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj