Zwierzaki

stat

Mika: kocia dama smutnieje w schronisku

Mika, piękna kocia dama, czeka na opiekuna, który dostrzeże jej wyjątkowość.
Mika, piękna kocia dama, czeka na opiekuna, który dostrzeże jej wyjątkowość. fot. Jacek Stańczak

W cyklu "Adopcje zwierzaków" przedstawiamy podopiecznych schronisk, fundacji i domów tymczasowych w Trójmieście, którzy od miesięcy, a nawet lat czekają na wymarzony dom. Może to ty odmienisz ich życie? Ostatnio pisaliśmy o psie Figo, który od wielu lat szuka domu, dziś historia kotki Miki.



Mika nie błąkała się po ulicy miesiącami, nie była wychudzona i brudna. Pojawiła się w miejscu znalezienia nagle, nie wiadomo skąd. Była zdezorientowana i zagubiona, zupełnie nie odnajdywała się w nowej przestrzeni. Została zabrana z ulicy, gdzie nic dobrego na nią nie czekało i trafiła pod opiekę Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt Sopotkowo. Mimo zmiany, wciąż wydaje się być niemiło zaskoczona swoim życiowym zakrętem i ciężko jej się odnaleźć także w schroniskowej rzeczywistości.

Imprezy dla zwierzaków w Trójmieście


Mika jest kocią damą o wyjątkowej urodzie. Jak na damę (i kota) przystało, sama decyduje o tym, kiedy chce nawiązać kontakt z człowiekiem, kiedy chce być głaskana i kiedy potrzebuje więcej uwagi.



- Tak w ogóle to jest bardzo kontaktowa. Należy jednak pamiętać, że jeśli coś się jej nie spodoba, daje o tym znać pacnięciem łapką, jakby chciała powiedzieć: "Człowieku, pamiętaj, z kim masz do czynienia", jednak z każdym tygodniem widać, jak coraz bardziej się otwiera - mówi pracownik schroniska.
Mika jest młodym kotem - ma cztery lata, jest wysterylizowana i zaszczepiona.

- Jest wielką gadułą i bardzo się nudzi w schronisku. Wciąż siedzi na parapecie okna, to jej ulubione miejsce w boksie, stamtąd wypatruje swojego człowieka, który dostrzeże jej arystokratyczne dostojeństwo - mówi wolontariusz Sopotkowa.
Mika potrzebuje uwagi opiekuna, więc jak przystało na prawdziwą damę, powinna być jedynym kotem w domu, "oczkiem w głowie" opiekuna.


- Szukamy dla niej kochającego i cierpliwego domu, który będzie się o nią troszczył i dbał przez długie lata, gdzie każdy członek rodziny zaakceptuje jej kocią naturę i granice, które czasem stawia. Domu, w którym będzie jedynym zwierzakiem. Jesteśmy pewni, że z czasem się otworzy, potrzebuje tylko kredytu zaufania, bez presji, bez pośpiechu - mówią pracownicy schroniska.
Osoby zainteresowane adopcją Miki (97/18) proszone są o kontakt ze Schroniskiem w Sopocie pod numerem telefonu - 58 551 24 57

Opinie (128) 24 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Czytaj także

zobacz więcej»

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Miejsca przyjazne zwierzętom

Forum zwierzęta - ciekawy temat

nnt: mój pies umiera - czy lepiej go uśpić? (134 postów)

Mój pies bardzo poważnie zachorował. Jest to złośliwy nowotwór, który postępuję w straszliwym tempie. Od kilkunastu dni codziennie jest gorzej - pies stopniowo traci siły. Od kilku dni nie jest już w stanie stanąć na nogach, tylko leży w jednym miejscu i ewentualnie próbuje się czołgać, ale na to też nie ma siły. Nie wiem co robić - znajomy weterynarz stwierdził, że uśpienie psa jest dla niego wielkim stresem i nie jest to takie proste (trzeba znaleźć żyłę, a to stary pies i trudno to zrobić), że lepiej pozwolić mu odejść w spokoju. Teraz część rodziny nie chce go uśpić z tego powodu. A ja nie mogę patrzeć jak tak leży całymi dniami pod domem i pewnie bardzo cierpi. Dodam, że to pies wielkiej rasy i za bardzo nie ma możliwości go gdzieś przenieść itp. Co najlepiej zrobić w tej sytuacji?

Smuteczka (5 dni temu)

Kilka dni temu odszedł mój kochany pies, 17-letni... Zaczela sie u niego niewydolnosc nerek, mocznica... Watraba tez niedomagala. W piatek bylismy u lekarza i zaproponowal, by sprobowac zawalczyc ostatni raz, dac czas do wtorku, a jak nie bedzie poprawy - pomoc mu odejsc... Strasznie sie balam tej decyzji. Caly czas do tej wizyty powtarzalam psiakowi, ze walczymy, ze mobilizujemy sie itd. Spogladal na mnie smutno, ale sie staral. Po powrocie od lekarza dostal bardzo silnej, krwistej biegunki. Zostalam z nim sama, przygasilam swiatlo w pokoju, polozylam sie obok niego na podlodze przy legowisku, zaczelam go glaskac, wspominac na glos wszystkie super chwile, ktore przezylismy. Powiedzialam, ze mu dziekuje, ze byl te 17 lat i ze jest najcudowniejszy na swiecie. I powiedzialam mu po raz pierwszy, zo pozwalam mu odejsc,ze jak nie ma sily, nie musi juz walczyc i ze pomoge mu odjesc w moich ramionach... Wiecie, ze w jego oku pojawila sie lezka i mu splynela kacikiem, gdy mu to powiedzialam... Polozylam sie spac obok niego, zdecydowana, ze rano pojedziemy do lekarza zakonczyc cierpienia... Po dwoch godzinach z czuwania (bo w zasadzie nie spalam), obudzilo mnie drzenie jego lapek. Nie spal, patrzyl sie na mnie. Przytulilam go, glaskalam, mowilam do niego. Nagle dostal ataku wymiotow. Podnioslam go szybko,zeby sie nie zakrztusil. I poczulam jak jego male cialko robi sie bezwladne, a serduszko bije slabiutko... Przytulilam go mocno, powiedzialam, ze juz dobrze, nic zlego sie nie dzieje... I odszedl. Moj chlopak probowal go reanimowac, ale powiedzialam mu, ze ma dac spokoj. To byla strasznie trudna chwila. Odszedl w moich rekach. Polozylam go na legowisku, usiadlam przy nim, przytulilam jeszcze, glaskalam przez jakas godzine i caly czas mowilam. Jest mi bardzo ciezko... W domu jest potwornie pusto. Jego legowisko caly czas lezy tam, gdzie bylo. Wiem, ze bede musiala je sprzatnac, ale jeszcze nie umiem. Mam jego misia, do ktorego uwielbial sie przytulac i ktory caly czas nim pachnie. Mam jego miski. Mam odbicie lapki. Jest trudno, ale ulge przynosi wspominanie fajnych chwil, ogladanie zdjec i filmikow.. Ech :(

więcej tematów »