Zwierzaki

stat

Smutny początek i szczęśliwy finał. Zwierzaki ze schroniska znalazły dom

12-letni Mickey cieszy się doskonałą formą.
12-letni Mickey cieszy się doskonałą formą. Monika Chodak

Niektórzy twierdzą, że psy ze schroniska kochają najmocniej. Choć psią miłość trudno w jakikolwiek sposób zmierzyć, to z pewnością warto jej doświadczyć. W trójmiejskich schroniskach setki zwierzaków wciąż czekają na kogoś, kto przygarnie je do swojego domu. Dziś przedstawimy wam kilka takich, które miały szczęście i od lat mogą cieszyć się dostatnim, wspaniałym życiem.



Czy zdecydował(a)byś się na zwierzaka za schroniska?
Czy zdecydował(a)byś się na zwierzaka za schroniska?

tak, tylko stamtąd

55%

tak i kiedyś przygarnę psa/kota ze schroniska

36%

nie, wolę z domu tymczasowego

3%

nie, tylko hodowla

4%

nie, wezmę zwierzaka od kogoś z rodziny/znajomego

2%

Ideał z odzysku



Klaudyna i Tomek Bakotowie zawsze byli "włóczęgami" - uwielbiali spędzać czas nad morzem i w lesie. Podczas wędrówek myśleli, że z psim towarzyszem byłoby im jeszcze ciekawiej. Tak trafili do gdańskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt. Podczas spaceru pośród schroniskowych boksów natrafili na dużego czarnego psa, który ani trochę nie próbował zwrócić na siebie uwagi. Nie skomlał, nie szczekał, tylko stał i patrzył na nich smutnymi oczami. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

- Jako nastolatka byłam wolontariuszką w schronisku, a w naszych rodzinnych domach były psy - zawsze z tzw. drugiej ręki - mówi Klaudyna Bakota. - Zostaliśmy tak wychowani, że przejmowaliśmy się losem porzuconych zwierząt, dlatego adopcja psa ze schroniska była oczywistym wyborem.
Zobacz także: Wyjątkowy Tytanus - duży pies, któremu trudno znaleźć dom

Pies dostał imię Guinness i okazał się bardzo zrównoważonym, pojętnym zwierzakiem, chętnym do aktywnego spędzania czasu z nowymi właścicielami. Niedługo po opuszczeniu schroniska cała trójka wybrała się w Góry Stołowe, a 17-godzinna podróż pociągiem, jazda autostopem i zwiedzanie czeskiego zamku okazały się dla Guinnessa pestką.

- Niedawno obchodziliśmy 6. rocznicę adopcji, czyli według szacunków Promyka Guinness skończył 10 lat. Nadal zwiedzamy świat, wspólnie się włócząc i zdobywając wielką sympatię sąsiadów, współpasażerów i spacerowiczów. I oczywiście jemy, bo Guinness uwielbia jeść - ma słabość do naleśników, zupy dyniowej i jajek... - opowiada Klaudyna. - W ciągu tych sześciu lat wzięliśmy z Tomkiem ślub, a jednym z kryteriów wyboru lokalu była zgoda na uczestnictwo psa. Guinness miał na tę okazję uszytą odświętną muchę.

Kryterium wyboru sali ślubnej Klaudyny i Tomka było dopuszczenie obecności psa.
Kryterium wyboru sali ślubnej Klaudyny i Tomka było dopuszczenie obecności psa. B&W Photography

Ze schroniskowego boksu na sportowe podium



Prawie 11 lat temu Martyna Piekoś zawarła z rodzicami umowę: jeśli dostanie się do wybranego liceum, porozmawiają o spełnieniu jej wieloletniego marzenia - kupnie psa. Martyna wywiązała się z zobowiązania, więc rozpoczęły się rodzinne negocjacje.

- Na początku myśleliśmy o psie rasowym, jednak pewnego dnia zawędrowaliśmy do schroniska i po rozmowie z tamtejszym pracownikiem zapisałam się jako wolontariusz - mówi Martyna. - W ten sposób zaczęła się moja przygoda z psami. Kilka miesięcy później, gdy rodzice zobaczyli, że naprawdę mi zależy, postanowiliśmy wybrać nowego członka rodziny właśnie w schronisku. Pamiętam jak dziś, że gdy tylko weszłam do jednego z budynków, usłyszałam błagalne szczekanie i zobaczyłam "tego psa". Półtoraroczny kundelek zawładnął moim sercem i już żaden inny pies się nie liczył.
Zobacz także: Izi - porzucona suczka szuka nowego domu

Martyna i Mickey to doskonały przykład na to, że zza krat można wyciągnąć prawdziwy skarb. Mickey ma niemal 12 lat i wciąż jest w świetnej kondycji. Zdobywa medale na zawodach rally-o, chodzi na długie spacery, pływa w morzu i ani myśli być uznawany za seniora.

- Przeszliśmy długą drogę, aby znaleźć wspólny język - mówi Martyna. - Mickey nie był przyzwyczajony do interakcji z ludźmi, chodził własnymi ścieżkami i reagował na wszystko szczekaniem. Krok po kroku docieraliśmy się i mogę śmiało powiedzieć, że to pies mojego życia, mój prawdziwy przyjaciel.

Mimo wszystko



Spośród psów czekających na adopcję w schroniskach, największe szanse mają młode zwierzaki - w pełni sił i zdrowia. Im starszy pies, im więcej potencjalnych problemów z jego stanem zdrowia, tym większe ryzyko, że odwiedzający przejdą obok niego obojętnie. Na szczęście są soby, które nie zważając na wiek i choroby czworonoga, otwierają serca i drzwi swojego domu, gotowi na to wyzwanie. Tak było w przypadku Moniki Pożarowszczyk, która wraz ze swoim partnerem Mikołajem adoptowała z Ciapkowa około 9-letnią amstaffkę.

- Po wyprowadzce z domów rodzinnych zrobiło się pusto i wiedzieliśmy, że prędzej czy później weźmiemy do siebie psa - relacjonuje Monika. - W wakacje 2014 roku pracowałam w gdyńskim schronisku i pewnego dnia w oczy rzuciła mi się ta suczka. Wystający kręgosłup, zwisające listwy mleczne... Wzięłam ją na spacer i już wiedziałam, że straciłam dla niej głowę. Napisałam do Mikołaja, że jest w schronisku taka suka, że czeka ją operacja i na pewno w warunkach domowych rany goiłyby się lepiej... Odpowiedź była krótka: bierzemy ją!
Dziewięcioletnia Nuna miała dużo szczęścia - Monika zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia.
Dziewięcioletnia Nuna miała dużo szczęścia - Monika zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. Natalia Kass
Nuna - bo takie imię otrzymała suczka - miała już wówczas swoje lata, do tego guzy w listwach mlecznych, chore serce i zwyrodnienia stawów. Monika i Mikołaj zdecydowali, że uratują jej życie, otoczą opieką, zapewnią regularną rehabilitację i będą walczyć o to, żeby pozostała z nimi jak najdłużej.

- Adopcja psa ze schroniska jest czymś niesamowitym. Aż trudno opisać to słowami - opowiada Monika. - Nunka na początku zachowywała się tak, jakby nie mogła uwierzyć, że zostanie z nami na zawsze. Pamiętam w jakim szoku była, gdy zaprosiliśmy ją na kanapę.
Monika i Mikołaj mają nadzieję, że ukochana suczka pozostanie z nimi jeszcze wiele lat.
Monika i Mikołaj mają nadzieję, że ukochana suczka pozostanie z nimi jeszcze wiele lat. Monika Krzemińska

Wesoła drużyna



- Wszystkie moje zwierzęta są przygarnięte. Taką mam zasadę: biorę tylko te psy i koty, które potrzebują pomocy - mówi Magdalena Siodelska. - Mam dwa psy-znajdy, kota ze śmietnika i drugiego ze schroniska w Sopocie. Ten ostatni - Salem, a w schronisku Kaczanek - był najbrzydszy ze wszystkich i właśnie dlatego go wybrałam.
Psy i koty Magdaleny są "zwierzakami z odzysku".
Psy i koty Magdaleny są "zwierzakami z odzysku". Magdalena Siodelska
Czy zwierzaków z trudną przeszłością należy się obawiać? Jak pokazuje przykład psio-kociej drużyny Magdaleny, niekoniecznie. Obydwa psy, pomimo nieciekawych doświadczeń, nie sprawiają na co dzień większych problemów. Co więcej, biorą udział w treningach i zawodach agility, czyli psiego sportu polegającego na pokonywaniu toru przeszkód.

Kot Kaczanek-Salem, wychodząc ze schroniska, pomimo dorosłego wieku, był rachitycznym, niespełna 2-kilogramowym kocurkiem. Obecnie jest wesołym, towarzyskim kotem, który - jak relacjonuje właścicielka - zachowuje się jak pies.

Zobacz także: Faren - piękność z jedną nerką. Szukamy dobrego domu

Wszyscy właściciele adoptowanych zwierząt są zgodni co do tego, że decyzja o przygarnięciu psa lub kota była jak najbardziej słuszna i zmieniła ich życie na lepsze.

- Jestem pewna, że każdy znajdzie w schronisku swój ideał, tak jak my znaleźliśmy naszego psiego anioła - mówi Klaudyna Bakota, opiekunka Guinnessa. - Adoptując psa dorosłego widzimy, na jakiego zwierzaka wyrósł. Wolontariusze schroniskowi dobrze znają swoich psich rezydentów i są w stanie wiele opowiedzieć nam o charakterze psa. W ten sposób zyskujemy wdzięcznego, bardzo przywiązanego przyjaciela na lata.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (97)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Czytaj także

zobacz więcej»

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj

Miejsca przyjazne zwierzętom

Forum zwierzęta - ciekawy temat

nnt: mój pies umiera - czy lepiej go uśpić? (102 postów)

Mój pies bardzo poważnie zachorował. Jest to złośliwy nowotwór, który postępuję w straszliwym tempie. Od kilkunastu dni codziennie jest gorzej - pies stopniowo traci siły. Od kilku dni nie jest już w stanie stanąć na nogach, tylko leży w jednym miejscu i ewentualnie próbuje się czołgać, ale na to też nie ma siły. Nie wiem co robić - znajomy weterynarz stwierdził, że uśpienie psa jest dla niego wielkim stresem i nie jest to takie proste (trzeba znaleźć żyłę, a to stary pies i trudno to zrobić), że lepiej pozwolić mu odejść w spokoju. Teraz część rodziny nie chce go uśpić z tego powodu. A ja nie mogę patrzeć jak tak leży całymi dniami pod domem i pewnie bardzo cierpi. Dodam, że to pies wielkiej rasy i za bardzo nie ma możliwości go gdzieś przenieść itp. Co najlepiej zrobić w tej sytuacji?

właściciel kundelka (19 godzin temu)

ja byłam zmuszona uśpić psa, kiedy też się tragicznie męczył w chorobie, kiedy przestał jeść i spać, po dniu czy dwóch poszliśmy uśpić... lepiej tak, niż by miał cały cierpieć:( w ten sposób zaśnie spokojnie...

więcej tematów »