Zwierzaki

Co robić, gdy znajdziesz ranne zwierzę?

Ranne zwierze powinno możliwie szybko trafić do weterynarza. Możemy w tym pomóc.
Ranne zwierze powinno możliwie szybko trafić do weterynarza. Możemy w tym pomóc. 123rf.com

Jeśli znajdziesz ranne zwierzę - reaguj. Zawsze. Nie myśl, że ktoś inny pomoże, że może był tu wcześniej i zadzwonił po pomoc. Prawdopodobnie jesteś jedyną osobą, która zwróciła na nie uwagę. Działaj, bo być może jego życie jest w twoich rękach.



Wbrew pozorom nietrudno spotkać ranne zwierzę w Trójmieście. Psy i koty, bezpańskie, wychodzące czy te, które uciekły, oraz mieszkańcy pobliskich lasów, m.in. sarny i dziki. Miasto bywa dla nich niebezpiecznym miejscem. Co zatem zrobić, gdy znajdziemy ranne zwierzę?

Poniżej kilka porad.

1. Zadbaj o własne bezpieczeństwo - jeśli jedziesz autem i widzisz ranne zwierzę na drodze lub poboczu, zaparkuj samochód w bezpiecznej odległości od jezdni, włącz światła awaryjne, ustaw trójkąt ostrzegawczy.

2. Oceń sytuację i bądź ostrożny - ranne zwierzę jest w szoku, nie rozumie, co się z nim dzieje, pewnie cierpi, boi się. Powoli podejdź i nie wykonuj gwałtownych ruchów. Czy zwierzę się rusza? Krwawi? A może szykuje się mimo ran do ataku? Musisz na szybko to ocenić.

3. Jeśli się rusza i jest przytomne
- gdy jest to pies i spodziewasz się ataku: zrób pętlę z szalika, apaszki, bandaża lub sznurka i zarzuć mu na szyję. Innym materiałem postaraj się obwiązać mu pysk. Zaś na rannego kota zarzuć kurtkę, sweter lub koc, "owiń" i schowaj do auta.
Warto zapamiętać te numery telefonów - jeśli znajdziemy ranne zwierzę, dzwońmy pod nie zawsze wtedy, gdy potrzebujemy wsparcia.
Warto zapamiętać te numery telefonów - jeśli znajdziemy ranne zwierzę, dzwońmy pod nie zawsze wtedy, gdy potrzebujemy wsparcia. Trojmiasto.pl


4. Żyje, ale się nie rusza - przenieś je delikatnie na np. karton i zanieś do samochodu. Upewnij się, że nie krwawi - jeżeli tak, podłóż jakiś materiał, np. bluzę lub kurtkę.

5. Jeżeli czujesz, że nie jesteś w stanie fizycznie pomóc, nie możesz zawieźć go do weterynarza lub jest to dzikie zwierzę, i tak możesz coś zrobić
- zadzwoń po pomoc i poczekaj na jej przyjazd.

Jeśli jest to zwierzę domowe, możesz zrobić zdjęcie i wysłać na popularny w Trójmieście fanpage "Zaginione/Znalezione zwierzęta - Trójmiasto i okolice" - być może ktoś go teraz szuka. To także miejsce, w którym zawsze można prosić o wsparcie: użytkownicy pomogą powiadomić odpowiednie służby, doradzą, co robić i gdzie zadzwonić.

Gdy widzimy ranne zwierzę, warto zatrzymać się choć na chwilę i spróbować mu pomóc. Czasem wystarczy jeden telefon do Straży Miejskiej: 986.
Gdy widzimy ranne zwierzę, warto zatrzymać się choć na chwilę i spróbować mu pomóc. Czasem wystarczy jeden telefon do Straży Miejskiej: 986. 123rf.com

Kto nam może pomóc w Trójmieście?



Jeśli nie wiemy, co zrobić z rannym zwierzęciem, najlepiej zadzwonić pod numer straży miejskiej: 986. Poniżej wyjaśnienie, jak wyglądają procedury w Gdańsku, Sopocie i Gdyni.

Gdańsk

- W każdej z wyżej wymienionych sytuacji można powiadomić straż miejską, dzwoniąc na alarmowy numer 986. Dla wygody mieszkańców, którzy nie muszą wiedzieć, z jaką instytucją należy się w danym przypadku kontaktować, nasz dyżurny zgłoszenie przyjmie i natychmiast przekieruje je do właściwej jednostki lub placówki - zgodnie z obowiązującym w Gdańsku podziałem zadań - mówi Wojciech Siółkowski, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Gdańsku.
Interwencje wobec zwierząt domowych, takich jak psy czy koty, podejmują pracownicy Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt "Promyk". Zwierzętami dzikimi na terenie miasta zajmują się pracownicy Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Interwencje dotyczące dzikich zwierząt przyjmuje także dyżurny Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego (tel. 58 778 60 00).

Ranne, małe dzikie zwierzęta (np. jeże, wiewiórki, ptaki) trafiają pod opiekę pracowników Pomorskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Ptaków i Drobnych Ssaków "Ostoja". Są dostarczane do Lecznicy Weterynaryjnej przy ul. Kartuskiej 249 w Gdańsku (tel. 606 907 740).

Sopot


- Należy powiadomić straż miejską. Dyżurny, mając wiedzę, z jakim zwierzęciem mamy do czynienia, zadysponuje odpowiednie siły i środki. Sopocka Straż Miejska posiada specjalny radiowóz przeznaczony do przewożenia rannych zwierząt i to właśnie ten samochód zostanie wysłany do pomocy. Zwierzę takie transportowane jest do wyznaczonej lecznicy weterynaryjnej, gdzie udzielona zostanie niezbędna pomoc - mówi Tomasz Dusza, komendant Straży Miejskiej w Sopocie. - W przypadku odnalezienia rannych zwierząt dzikich, oprócz patrolu wezwany na miejsce zostanie lekarz weterynarii, który zadecyduje o dalszym losie zwierzęcia.
Gdynia

- Najlepszym rozwiązaniem jest powiadomienie dyżurnego Straży Miejskiej pod całodobowymi, bezpłatnymi numerami telefonów 986, 58 660 22 03 lub 58 660 22 04. Dyżurny Straży Miejskiej w Gdyni uruchomi obowiązujące w Straży procedury. Każdorazowo, w opisanych sytuacjach, na miejsce zdarzenia wysyłany jest patrol Straży Miejskiej, który ocenia sytuację i podejmuje stosowne czynności, np. odławia ranne zwierzę i przewozi je do weterynarza, wzywa na miejsce weterynarza lub pracowników schroniska Ciapkowo albo też wzywa na miejsce firmę, która zabiera martwe zwierzę - mówi Dariusz Wiśniewski, Komendant Straży Miejskiej w Gdyni.

Ważne: co robić, gdy potrącimy zwierzę autem?


Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt kierowca samochodu, który potrącił zwierzę, musi zapewnić mu pomoc i jeśli jest taka potrzeba, zawiadomić służby weterynaryjne, straż miejską lub policję. Skutkiem niewykonania tego obowiązku może być kara aresztu bądź grzywna. Sąd może także orzec nawiązkę w wysokości do 1000 zł na cel związany z ochroną zwierząt.

Opinie (41) ponad 10 zablokowanych

  • co za absurdalne rady! (6)

    kto będzie odpowiadał za pogryzienie, jak pętla z szalika nie obroni mnie przed rannym psem? Ratowanie zwierząt to zadanie gminy dlatego należy dzwonić do odpowiedniego referatu urzędu miasta albo do straży miejskiej i przede wszystkim zostawić zwierzę w spokoju.

    • 25 115

    • Jak widzę samochód w rowie czy rozbity na drzewie

      to też zostawiam w spokoju, nie wiadomo czy mnie nie pobije albo czymś nie zarazi...
      Niech sobie poczeka do poniedziałku jak urzędnicy przyjdą, wypiją kawkę i się tym ochoczo zajmą...

      • 30 9

    • d*pek (3)

      jak ty będziesz potrzebował pomocy to zacznę robić zdjęcia i dzwonić do służb a ty się językiem udławisz i co na to powiesz

      • 15 4

      • Kretynie umysłowy (1)

        Nie porównuj człowieka do zwierzęcia.

        • 5 12

        • Jest jakiś inny kretyn? Nieumysłowy?

          • 0 0

      • I wtedy

        pójdziesz siedzieć, gimbusie emocjonalny.

        • 2 4

    • Kasia

      Proszę udzielić lepszej rady, jeżeli ta jest dla Pana/Pani tak krytyczna.

      • 1 1

  • znajomy potrącił sarnę na obwodnicy (5)

    Sarna niestety oberwała dość mocno, leżała ledwo dysząc, krwawiła, ale żyła Znajomy wezwał Straż Miejską i czekał. Po pół godzinie ponownie zadzwonił i nadal czekał. W międzyczasie przykrył zwierzę kocem, bo było bardzo zimno. Czekał i czekał i dzwonił i czekał. Niestety, po 2,5 godzinie ostro już spóźniony musiał jechać do pracy. Opowiadał, że stał tam przez te 2,5 godziny bezradny, wkurzony i aż łzy mu leciały, gdy patrzył, jak to zwierze się męczy. Gdyby choć ktoś przyjechał tylko po to aby skrócić mu cierpienie. Brak słów!

    • 146 1

    • Niestety to prawda (1)

      A w artykule nie wspomniano też, a szczególnie te osoby ze "straży miejskiej", że w nocy to sobie można dzwonić i dzwonić do nich... a najczęściej problemy ze zwierzętami są po zmroku/nocą, gdy już "straż miejska" smacznie śpi/grzeje d*psko w domu.

      Nazwa służby umyślnie w "" bo z służbą to oni nic wspólnego nie mają..

      • 22 0

      • Nie tylko w nocy, straż miejska nie reaguje, nie mamy możliwości transportu zwierząt.
        Dzwoniłam o 12 w południe. Chore i nie poważne

        • 6 0

    • poziomka ! (2)

      obwodnica to nie miasto, ranna zwierzyna na obwodnicy to nie sprawa miasta, to sprawa generalnej dyrekcji drug krajowych i autostrad oni maa od tego mieć ludzi , pytanie czy mają?
      w mieście jest telefon straży miejskiej a po 21 ta sama straz przysle fachowca i nie marudzić że to nie ordynator oddziału ortopedii tylko mysliwy , nauczmy się że dzikiemu zwierzęciu nikt gipsu nie założy, na łóżko się go nie położy - dla takiego zwierzaka to wyrok i trzeba umieć się z tym pogodzić

      • 1 7

      • Straż Miejska (1)

        Ja się do Straży drugi dzień nie mogę dodzwonić, a w bramie obok leży lis i coraz mniej się rusza. Po 2,5 minucie kiedy automatyczna sekretarka mówi, że wszyscy dyżurni są zajęci połączenie się kończy. 10 razy to samo. I dzwonię w ciągu dnia, nie po 21.00.

        • 9 0

        • bo do bezużytecznej straży miejskiej (celowo z małej litery) można się tylko dodzwonić jak chcesz żeby ci zdjęli blokadę z koła... siedzi specjalna strażniczka i odbiera telefony od razu, bo przecież im chodzi tylko o zbieranie pieniędzy od ludzi za mandaty. Zwierzęta mają zazwyczaj serdecznie gdzieś- kiedyś w zimę -15C próbowałam się dodzwonić przez 30 min. i nikt nie odebrał... a też chodziło o ranne zwierzę. Straż miejska powinna zostać zlikwidowana! Są totalnie bezużyteczni, a jeszcze utrzymujemy tych darmozjadów (często z manią wielkości, bo przecież oni mają władzę w rękach) z własnych podatków.

          • 3 0

  • Niestety nikt w Trójmieście nie pomoże rannemu, dzikiemu zwierzęciu! (10)

    Koło mojego osiedla (Jasień) podczas mrozów przebywała bardzo osłabiona sarna. Obdzwoniłam wszystkie nr-y telefonów jakie się dało, włącznie z fundacjami. Zależało mi na tym, aby ktoś kto potrafi zająć się dzikim zwierzęciem, udzielił mu pomocy i wypuścił z powrotem na wolność.
    Niestety usłyszałam, że mogą wezwać myśliwego. Jak to myśliwy zapewne odda strzał i po zwierzaku. Nie ufam myśliwym. Mam nadzieję, że przeżyła... .
    W Trójmieście jesteśmy bezradni i nikt nam nie pomoże.
    Jeżeli się mylę to proszę o namiary do ludzi/instytucji, którzy faktycznie ratują dzikie zwierzęta.

    • 110 3

    • (1)

      Jeśli to małe zwierzęta typu jeż lub ptaki, to pomaga Pomorski Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Ostoja". Jeśli to większe zwierzęta np. sarny, to Ośrodek Okresowej Rehabilitacji Zwierząt w Jelonkach

      • 1 1

      • Do Ostoi dzwoniłam i faktycznie tylko małym zwierzętom pomagają.

        O ile dobrze pamiętam to do "Jelonków" też zadzwoniłam i powiedziano mi, że mogę ją złapać, związać nóżki i przywieść. Pomimo szczerych chęci, nie odważyłabym łapać dużej sarny (którą albo ja mogłabym poturbować, albo ona mnie w panice) i związać, położyć na tylnym siedzeniu i zawieść. Mogłaby po drodze zacząć szaleć i jeszcze bym spowodowała wypadek. Nie jest to łatwe dla osoby, która z dzikimi zwierzętami nie przebywa i się nimi nie opiekuje. Uważam, że to organizacje mają odpowiedni transport, leki uspokajające itp żeby pomóc, a nie zwykły przeciętny człowiek - tylko w Trójmieście takowej brak.

        • 17 0

    • Święte słowa!

      Spotkałem się z taką reakcją służb miejskich. Mają zupełnie na to wywalone. Były telefony, potem korespondencja ze skargą. Nie pomoże nikt.

      • 14 0

    • Fundacja "Ostoja" zajmuje sie dzikimi zwierzętami (1)

      • 0 2

      • Ostoja bywa zamkniëta, szczegolnie w dni świąteczne

        • 2 0

    • Potwierdzam, znajoma w lesie dojrzała rannego zwierzaka, ja z domu szukałam tel.pomocy, ona biedna stojąc w lesie obdzwoniła wszystkie mozliwe słuzby, juz ciemno się robiło, i dopiero reakcja dyżurnego z Wojewodzkiego Centrum Kryzysowego postawiła słuzby na nogi, ale zwierzak nie przeżył. Dziwne, że słuzby leśne nie odbierały telefonow nawet alarmowych od organow zawiadamiajæcych ich, a SM odsyłała z kwitkiem.

      • 5 0

    • ona nie była osłabiona ona byla co najwyżej odwodniona

      poradziła sobie jak Pani dobrze wie sama, niedaleko tej sarny mieszka bezdomny, bez ogrzewania jemu nukt nie pomógł, zamarzł- szkoda

      • 1 5

    • nie ufam myśliwym - zgoda (1)

      no to biorę zwierzaczka do auteczka i jadę na oddział ratunkowy szpitala Wojewodzkiego i tam napewno mu pomogą, są wszyscy specjaliści z ortopedą włącznie , potem to juz tylko domowa rehbiitacja i po ptokach

      • 1 10

      • no no no

        i czytajcie jak ktoś wie co robić co zrobić to mu minusa i paluch w dół to sa miłośnicy no no

        • 0 2

    • faktycznie tak może pisac tylko baba bezradna

      zajżyj dziewczyno wyżej na stronie trójmiasta - od 10 lat masz co dzień informację jak i kto pomoze rannemu zwierzakowi- straz miejska,straz miejska wie co ma robić ,zawiadomi mysliwego i on wie co ma zrobić -- ale, ale, ale baba jak to baba ona wymaga by do sarenki przyjechała karetka,zawizla ją do lecznicy ,wykleczyla i wypuściła, otoż kochana babo informuję, dla dzikiego zwierzaka który ma jakie kolwiek złamanie, ratunku nie ma , nie ma, było to ożliwe tylko w filmie ,w praktyce nie ma , jak dotrze do lecznicy też może być tylko uspione i nie piszcie ,ze nikt nie pomaga bo ludzie robią to prez całą dobe ale babie jak to babie to za mało ona nie wie i tyle

      • 0 2

  • Absurd! (1)

    Nikt w 3Mieście nie pomoże rannemu, dzikiemu zwierzęciu!

    • 53 4

    • g*wno prawda-czytać

      • 0 0

  • Ja akurat miałam dobre doświadczenie z SM w Gdyni

    Choć może to był wyjątek. 3 lata temu w duże mrozy jakieś -11 zauważyłam ptaka nietypowo upierzonego (wyglądał jak bażant) w Gdyni Obłużu Centrum, był przycupnięty pod blokiem, ludzie przechodzili i się dziwili, skąd się wziął taki ptak. Gdy się podchodziło, to uciekał spłoszony, ale nie był w stanie wzlecieć wyżej jak 1-2 m. Myślałam, że może podczas migracji temu coś się stało i musiał przerwać lot, albo został ranny. Ponieważ wyglądał bardzo egzotycznie a nie był w stanie wzlecieć, to zadzwoniłam w kilka miejsc. W końcu skierowali mnie do Straży Miejskiej, kazali zostać na miejscu, bo przyślą patrol, który jest najbliżej w okolicy. Ku mojemu zdumieniu po kilkunastu minutach oddzwoniono na mój numer i za chwilę przyjechało 2 mundurowych. Po zmroku, w świetle latarki w trójkę próbowaliśmy zagonić tego ptaka w miejsce, gdzie dałby się złapać. Nie dowierzałam, że to się dzieje naprawdę - Straż Miejska próbuje złapać bażanta. Mogło to wyglądać komicznie, a działo się naprawdę.
    Ostatecznie nie wiem, czy udało się ptaka schwytać, bo było strasznie zimno, polecili mi wracać do domu, a sami jeszcze próbowali go łapać.
    Jak się później dowiedziałam, na Obłużu wzdłuż torów niektórzy w ogródkach hodują ptaki i pewnie jeden uciekł z klatki. Do dziś nie mogę uwierzyć, że SM nie zignorowała tego zgłoszenia i że przysłała patrol. Tak więc różnie bywa, nie można generalizować.

    • 25 0

  • owczarek na rotmance (1)

    kilka dni temu, kilka osób , kazda z osobna i wspólnie chciało pomóc rannemu ?? owczarkowi...leżał na zaoranym gołym polu widoczny z drogi w pruszczu...wezwana policja owszem przyjechała ale nie jest od tego...ja chciałam podejsc, dałam mu wode ale pies podnosil sie i odchodził wiec sie wstrzymałam by go niepogonic w pola ...przyjechała i policja i weterynarz bo straz ma wolne...pogonili psa w pola w las i tyle go widzieli i tyle mu pomogli..wwwrrr a wystarczylo dać mu spokoj i czekac na fachowca a nie ocenianie z 20 m ze nic mu nie jest... bo przy mnie wstawał cięzko na nogi...widziano go wczesniej przy jezdni..kobieta oceniała na wyrzuconego bo nie ruszał się z miejsca...stuknięty w pędzie pewnie uciekalby jak najdalej w szoku ... i tyle osob chcialo pomoc ale ci co mogli nie zrobili nic !!!!

    • 36 1

    • straszne! :"(

      • 2 0

  • Fajnie by było, gdyby tak było ... (3)

    To jest tylko teoria. Bardzo, niestety, daleka od tego, co dzieje się w praktyce. Wie to każdy, kto próbował reagować. Na moich oczach samochód przetrącił kotu kręgosłup i pojechał dalej , nawet nie zwalniając. Zaczęłam dzwonić. Straż, że to sprawa schroniska, schronisko, że to obowiązek straży. Piątek wieczór, lato. Nikt nie ma tego w zakresie swoich obowiązków - usłyszałam wykonując kolejne telefony. Dopiero, kiedy zaczęłam do tej słuchawki warczeć i chyba zrozumieli, że nie odpuszczę, przyjechała ze straży miejskiej dwójka młodych ludzi. Sprzęty, co prawda mieli ale pomysłu jak ich użyć - niestety już nie. Żal mi się ich zrobiło, bo byli sympatyczni ale kompletnie nie wiedzieli co robić. (Nasuwa się tu złośliwa myśl, że jedyne, do czego są przeszkoleni to nakładanie blokad na koła ...) Dopiero wspólnymi siłami, z pomocą znajomych, udało się kotka umieścić w koszu. Bardzo przykra lekcja. Ale nic, zapiszę sobie te numery, które tu Pani w artykule podała. Oby coś się zmieniło. Oby na lepsze. A tak w ogóle, to oby nikt z nas nie musiał po nie sięgać.

    • 50 1

    • oj tak , oj tak

      kotka żal, to nie człowiek, trzeba pomóc
      fundacja robi ankietę, kładzie człowieka na chidniku z owiniętą głową !!!!!!!!
      SETKI osób przechodzą - nikomu nie przeszkadza , co tam człowiek

      • 1 2

    • Różne są przypadki.

      Sam kilkanaście lat temu rozjechałem kocura. Środek nocy, małe miasteczko gdzieś na zachodnim Pomorzu i nikogo wokół. Wbiegł mi nawet nie pod przednie, a pod tylne koło z lewej strony. Bez szans na ominięcie, chrup, lekki podskok i mokra plama na jezdni. Żadnej straży, informacji, epoka przedinternetowa, co niby zrobisz? Odmawiasz zdrowaśkę jeśli masz chęć i jedziesz dalej, bo jeszcze paręset kilometrów przed tobą. Przecież nie zrobisz mu na miejscu pogrzebu. Na marginesie, jaki kosz masz na myśli? Chyba nie uliczny kosz na śmieci, mam nadzieję. W takim wypadku lepiej go zostaw tam, gdzie jest.

      • 0 3

    • TAK tak,tak

      zapisz numery tak, zapisz

      • 0 0

  • dziękuję za przekazywanie takich informacji

    • 10 0

  • Opinia została zablokowana przez moderatora

  • (1)

    To tylko teoria!!

    Straż Miejska nie pomoże rannemu zwierzęciu, wiem co mówię bo sama dzwoniłam .

    • 12 0

    • straż miejska nie pomoże

      ludzie,ludzie,ludzie - straż miejska przyśle fachowca który wie co zrobić - wie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      • 0 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj