Zwierzaki

Wolontariuszki oskarżane o okaleczenie kota

Kot Rudy w lecznicy weterynaryjnej
Kot Rudy w lecznicy weterynaryjnej fot. Koty Spod Bloku

Wycieńczony, chudy, próbujący wyjadać z misek bezdomnym kotom czy szczupły, umięśniony, zdrowy zwierzak? Na początku sierpnia wolontariuszki gdańskiej grupy Koty Spod Bloku otrzymały zgłoszenie o niewykastrowanym kocurze, który w bardzo złym stanie pojawił się wśród kotów regularnie dokarmianych w jednej z gdańskich dzielnic. Po podleczeniu okazało się, że kot ma właścicieli, a wolontariuszki zostały oskarżone o uprowadzenie i okaleczenie zwierzaka. Przy okazji tej historii apelujemy: nie wypuszczajcie swoich kotów z domu. Wychodzące zwierzęta często kończą pod kołami samochodów, zapadają na poważne choroby, a jeśli nie są wykastrowane, znacznie przyczyniają się do wzrostu kociej bezdomności w mieście.



Nie wypuszczaj kota na dwór. Nigdy.



Fundacje, stowarzyszenia i nieformalne grupy zajmujące się pomocą zwierzętom codziennie otrzymują zgłoszenia o psach i kotach wymagających interwencji. W zeszłym miesiącu jedna z akcji przybrała nieoczekiwany obrót. Grupa Koty Spod Bloku otrzymała zgłoszenie o kocurze w bardzo złym stanie zdrowotnym. Na diagnostykę i leczenie zwierzęcia uruchomiono publiczną zbiórkę pieniędzy.

- Kocur dosłownie czołgał się, nie miał siły iść - czytamy w opisie zbiórki, której celem było uzbieranie 1 tys. złotych (wpis sprzed kilku tygodni). - Zanim dojechałam na miejsce, gdzieś się jednak przemieścił (...). Ogromny, pokiereszowany, z klapniętym uchem, kaprawym okiem i podrapanym pyszczydłem. Boki miał zapadnięte, futro w nieładzie. Ogólnie: obraz nędzy i rozpaczy wołający o pomoc. Bez najmniejszego problemu wszedł do klatki łapki. Dla fasonu chwilę powalczył, ale w transporterze się uspokoił. A w lecznicy - pozwolił sobie zrobić wszystko: pobrać krew (dzisiaj wiadomo, że ma złe wyniki wątrobowe), zaaplikować środek na pasożyty, zmierzyć temperaturę (miał gorączkę), wyczyścić bardzo brudne uszy, zajrzeć do oczu i paszczy. A tam największy dramat. Dostał antybiotyk, został też nawodniony. Dzisiaj wdrożone zostanie leczenie wątroby. W dalszej perspektywie porządek z zębami i na koniec kastracja. To wszystko koszty, nie tylko leczenia, ale wyżywienia i pobytu w lecznicy. Pomóżcie, proszę.

Kot wychodzący: zagrożenie dla innych zwierząt?



Rudemu wykonano szereg badań, takich jak morfologia z biochemią, usg i badania kału. Została również przeprowadzona kastracja i sanacja, czyli leczenie jamy ustnej.

Ponad dwa tygodnie później do wolontariuszek zgłosili się właściciele kota, którzy oskarżyli je o uprowadzenie i okaleczenie zwierzęcia. Ich zdaniem kot był zdrowy i dobrze utrzymany, a "zniknął" z widoku karmicielek dlatego, że... spał w swoim domu na kanapie.

- Rudy jest z nami od 10 lat i jest świetnie znany wszystkim sąsiadom - mówi pani Barbara, opiekunka kota. - Jest charakterystyczny ze względu na swoje umaszczenie i rzeczywiście jest szczupły, co długo nas martwiło, jednak lekarze weterynarii zawsze potwierdzali, że taka jest jego uroda. Rudy jest naszym członkiem rodziny, żyje w dobrobycie. Wychodzi na parę godzin dziennie i zawsze wraca.

Weterynarz w Trójmieście


Zdaniem właścicieli Rudego ich kot został porwany dla okupu, a karmiciele, którzy zgłosili go jako bezdomnego, musieli go kojarzyć i wiedzieć, że ma opiekunów.

- Lecznica nie chciała wydać nam kota, zanim nie zapłacimy za wykonane zabiegi - mówi opiekunka Rudego. - Co ciekawe, nie wspomniano nic o wdrożonym leczeniu ani koniecznej kontynuacji wizyt, co oznacza, że kot nie był schorowany. Teraz Rudy, zestresowany po całym tym zdarzeniu, powoli dochodzi do siebie, podobnie zresztą jak my. Jesteśmy starszymi ludźmi i bardzo dużo kosztowała nas ta sytuacja.
Właściciele zgłosili Urzędowi Miasta oraz policji prośbę o przyjrzenie się sposobowi działania organizacji, która zabrała kota do lecznicy weterynaryjnej. Nie mieli zamiaru go kastrować.

- Policjanci z Komisariatu Policji I w Gdańsku otrzymali e-mail od mieszkańca Gdańska o tym, że doszło do kradzieży jego kota i wykastrowania zwierzęcia bez jego zgody - informuje st. asp. Karina Kamińska z Komendy Policji Miejskiej w Gdańsku. - Policjanci w tej sprawie wszczęli postępowanie sprawdzające, ustalają okoliczności tego zdarzenia i sprawdzają, czy doszło do naruszenia przepisów prawa.

Nie wypuszczaj kota



Wydaje się, że sprawa jeszcze jest w toku i być może będzie miała swoją kontynuację. Tą publikacją nie zamierzamy opiniować sprawy ani oceniać żadnej ze stron, chcemy natomiast zwrócić uwagę na szereg zagrożeń, na które narażony jest wychodzący kot. Przypominamy również, że wypuszczanie niewykastrowanego kota lub kotki na zewnątrz to stuprocentowa gwarancja powiększania liczby bezdomnych zwierząt, a brak chipa u naszego domowego czworonoga sprawia, że w razie zaginięcia trudno będzie go odnaleźć.

Opinie (117) ponad 10 zablokowanych

  • (5)

    Właściciele kompletnie nieodpowiedzialni, jak można niekastrowanego kota wypuszczać z premedytacją na dwór? Przecież to przyczynia sie do mnożenia bezdomnych kotów. Nie wspomnę że kot jest narażony na atak psa, wypadek samochodowy czy atak ludzi nie lubiących kotów! Jeśli kot był zaniedbany to własciciele powinni ponieśc koszty jego leczenia bezdyskusyjnie!

    • 278 23

    • nieodpowiedzialni

      właściciele zabiedzili kota starsi ludzie i wszystko w temacie .!!!!!!!!!!!!!!! powinni być wdzięczni za pomoc i uratowanie kota !!!!!!!!!!! ukarać tych pseudo właścicieli JAK im NIEWstyd

      • 19 3

    • dorzuce swoje 3 grosze o tymczasowych opiekunach... (3)

      -chcialem kota do domu -z "domu tymczasowego itd" ale nie bo konieczna wizyta "tymczasowa opiekunow" w MOIM domu -nie dowiedzialem sie po co ? jakies wywiady -pytania o zarobki itd.... dalem sobie spokoj (co ciekawe duzo ludzi ma takie opinie)pojechalem do "Promyka" fajna rozmowa ,pokazali mi kociaki -wybralem najmniejszego najbardziej zaniedbanego jest ze mna sku*wiel i ma sie dobrze...

      • 8 12

      • Potwierdzam.

        Od 20 lat zyjemy z kotami. Nasze staruszki odchodzily w wieku 17-20 lat, wiec uwazam ze znam sie na rzeczy, ale egzaminu na opiekuna wg przedstawicielek jednego ze stowarzyszn nie zdalam. Dzis sa z nami dwa schroniskowce, jeden dowieziony przez pracownokow z innego miasta. O a dzis zdrowe i szczesliwe.

        • 3 4

      • To wysoka ostrożność ze zstrony osób oddających koty do adopcji - rozumiem to, (1)

        jest ogrom przypadków złego traktowania zwierząt, więc to konieczne.
        Pytanie o zarobki też, gdyż jest wiele ludzi oddających zwierzęta, bo ,,ich nie stać", bo przygarniając zwierzę, nawet nie sprawdzili ceny karmy, a co mówić o wizytach w lecznicy.
        Pan może czuć się źle z takimi pytaniami, proszę wybaczyć, to wskutek braku odpowiedzialności innych ludzi.

        • 2 0

        • bez jaj, jak bardzo biednym trzeba być by nie stać nas było na kota?

          ja kupuję karmę po 120zł za 7 kg. To starcza kotu na kilka miesięcy. Karma jest dobrej jakości, ale nie z tych reklamowanych. 4-5 gwiazdkowa. to wychodzi 20-25zł na miesiąc. Jak kogoś nie stać i kupuje w biedronce to zapłaci połowę tego. Więcej kosztuje żwirek. Mi również te wszystkie kotangensy nie chciały dać kota bo u mnie zwierzęta są wychodzące i to był dla nich argument. Nadmienię że koty mam zawsze kastrowane, a mieszkam, mimo że w trójmieście, to na uboczu i mam dom. Okolicę mam na tyle fajną że koty nie chodzą po ruchliwych ulicach. Wg nich lepiej zwierzę zamknąć w domu. Wielu bambinistów tak twierdzi. Kij im w oko, na szczęście pozyskać kota nie jest problemem.

          • 1 0

  • Sami swoi normalnie (1)

    A taki ładny był ten kot.. Amerykański :)

    • 27 16

    • Chyba raczej koń.

      • 2 1

  • (2)

    obciążyć kosztami leczenia,moż będzie to nauczką dla innych!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    • 110 8

    • Obciążyć podwójnie tych tzw.właścicieli chorego puszczanego luzem kota - zgadzam się (1)

      • 3 2

      • potrójnie i do siódmego pokolenia, kto da więcej?

        • 1 1

  • (5)

    Właściciele są chyba jacyś niewyjęci. Jak można wypuszczać samopas niewykastrowanego kocura? Nie dość, że takie mają predyspozycje do ucieczek, to jeszcze przyczyniają się rozrostu nowych, bezdomnych kotów. To są odpowiedzialni właściciele?! Powinni zapłacić i się cieszyć, że kot żyje! Wstyd by mi było wysuwać takie roszczenia w kierunku osób, które pomogły zwierzakowi.

    • 185 16

    • Ich kot ich sprawa (2)

      Złodziejki kotów

      • 2 6

      • Jak będziesz chory leżal na ulicy, nikt Panu nie pomoże, by nie zostać oskarżony (1)

        • 1 2

        • sam będziesz leżał na ulicy

          • 1 1

    • niekastrowany, OK, rozumiem, ale bzdety gadasz że uciekające koty to jakiś problem

      miałem 6 kotów i żaden nigdy nie uciekł. Niemniej nawet jeśli mu się to zdarzy to koty nas w ogóle nie potrzebują. Potrafią sobie same upolować zwierzynę póki są zdrowe. Natura jest taka że jak zwierze jest słabe to zdycha. Kot w sile wieku nie padnie z byle powodu. Natomiast bambinizm i sciotowacienie społeczeństwa prowadzi do trzymania kota pod kocem co jest tak głupie że nawet ustawa dla psów tego nie przewiduje.

      • 1 1

    • zajmij sie swoimi bachorami, wykastruj i trzymaj tylko w domu

      • 0 1

  • Stop pseudowlascicielom! (1)

    Wolontariusze zajmujacy sie bezdomnymi kotami mają ich aż nadto. Nikt nie podjąby interwencji zdrowego kota. Jeśli rzeczywiście kot był tak kiepskim stanie to nie tylko właściciele powinni zapłacić za leczenie ale także ponieść konsekwencje swoich zaniedbań. Nie skomentuje nawet braku kastracji bo to oczywiste.

    • 174 12

    • dokładnie! ustawa o ochronie zwierząt nakłada konkretne obowiązki na właścicieli

      • 32 0

  • Stop pseudoopiekunom zwierząt (5)

    Im się wydaje, że są Policją i wszystko mogą. Zwierzęta mają właścicieli i wartość

    • 33 115

    • (3)

      Nie właścicieli tylko opiekunów. Zwierzę nie jest rzeczą.

      • 31 2

      • (1)

        Niestety, zgodnie ze stanem prawnym niby nie jest, ale w wielu przypadkach obowiązują przepisy dot. przedmiotów. I później wychodzą takie cyrki, jak tu.

        • 3 4

        • To prawda, to jest absurd i paradoks który powinien być jak najszybciej rozwiązany. Pierwsze słowa ustawy o ochronie praw zwierzat brzmią "zwierzę nie jest rzeczą". A później traktowane są jako rzecz, majątek, ruchomosc. Może je kupować, sprzedawać, zlicytowac u komornika. To hańba.

          • 12 2

      • wg prawa właścicieli też

        z resztą w czasach niewolnictwa nikt nie twierdził że niewolnik jest rzeczą a mimo to miał właściciela. Na szczęście te czasy minęły, niemniej zwierzę, dziś, ma właściciela. Drogie konie mają nawet poświadczonego notarialnie.

        • 0 0

    • opiekun kota, dobre sobie

      jakim megalomanem trzeba być by twierdzić że kot cię w ogóle potrzebuje :D

      • 0 0

  • (3)

    Właściciel powien jeszcze podziękować ,na grupie zaginione/znalezione trójmiasto wszyscy znają tą historię , oskarżonym powinien być tu właściciel za zaniedbania kota.

    • 127 11

    • Wet i wolonatriusze pojda siedziec (1)

      A sprawa zajmie sie pewnie jakas komisja specjalna.
      No chyba, ze w sprawe zaangazowany jest ''uklad gdanski'', a to konkretne porwanie jest jednym z wielu to wowczas sprawe zamiata pod dywan.

      • 1 7

      • Za dużo tanich filmów sie Pan/Pani naoglądał(a),

        a tymczasem to najlepsza z reakcji, gdy widzi się schorowane zwierzę.
        Znamy te osoby, działają z serca, z zaangażowaniem- zawsze dla dobra zwierząt.

        • 3 0

    • Samo sedno ! Chory i glodny kot wypuszczany wolno do nikąd przez ,,kochających opiekunów"

      • 3 0

  • a co mówi Kot? (3)

    • 45 0

    • (1)

      No zachwycony pewnie nie jest, jak mu jajka obcięli...

      • 21 5

      • Akurat dla kota to na pewno ulga, nie jest już niewolnikiem hormonów.

        • 11 2

    • Miau

      • 4 0

  • (2)

    Porwany dla okupu hahahahaha.

    • 130 3

    • Znając psychokociary (1)

      To było całkiem możliwe

      • 1 5

      • ,,Psychokociary" to wspaniałe osoby, pełne determiancji, współczucia, poświęcają swój czas i pieniądze,

        Ratują setki a nawet tysiące kotów chorych cierpiących zwierząt, dzięki sterylizacji zmniejszają populację kotów wolnobytujących/ ograniczają, bo kotów rodzi się tysiące w Gdańsku co roku, tylko ludzie udają , ze tego nie widzą, jak większość i swoich problemów ,,zamiatają pod dywan".
        Kto krytykuje te osoby, niech spojrzy na siebie- czy robi cokolwiek dobrego dla kogokolwiek?

        • 4 1

  • Właściciele dla dobra swoich milusinskich (4)

    Sterylizacja i kastracja nie skazujmy zwierząt na bezdomność

    • 61 5

    • (3)

      Acha, jedno [pokolenie i zwierzaków by nie było, przy takich "miłośnikach". A sarny, dziki, wilki też byście kastrowali?

      • 5 24

      • To nie jest to samo.

        • 13 0

      • Kot to nie dzikie zwierzę. To element wprowadzony przez człowieka. Z instynktu zabija np. ptaki, gady i płazy zmniejszając ich zagrożoną już wystarczająco populację. Świadome skazywanie obecnych i przyszłych pokoleń udomowionych zwierząt na marną egzystencję pełną chorób i niebezpieczeństw to okrucieństwo, do którego tylko człowiek jest zdolny. Mamy takie możliwości - zapobiegajmy temu! Do tego ci wszyscy dokarmiacze kotów tylko zaśmiecają tereny wokół bloków przyciągając robactwo i szczury. Najlepszym sposobem zapobiegania szczurom jest dbanie o czystość i porządek = odcinanie im łatwego dostępu do pokarmu.

        • 11 2

      • Nie ma tutaj ktoś pojęcia co mówi. Zwierzęta wolnobytujące to dobro narodowe,

        a rodzi się ich tyle, że bez sterylizacji byłoby ich setki tysięcy.
        To nie są dzikie zwierzęta a wolnobytujace między ludźmi.
        Cod o dzikich, także jest odstrzał niektórych, innych - nie, gdyż jest och mało.

        • 0 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

wydarzenia - imprezy i szkolenia

+ dodaj